The Secret Life of...

me...and my inspiration...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

...

No więc wziął mnie leń...ale ślubuję się poprawić...przyrzekam przyrzekam przyrzekam...

ale nie dzisiaj ;)
Tagi: ...
26.02.2010 o godz. 22:48
Ależ mi się podoba ta sesja... ;)
emma.jpg
emma 1.jpg
emma 2.jpg
emma 3.jpg
emma 4.jpg
emma 5.jpg
emma 6.jpg
emma 7.jpg
emma 8.jpg
emma 9.jpg
emma 10.jpg
28.01.2010 o godz. 23:47
O...natknęłam się dziś na coś iście ciekawego xD Aż przypomniały mi się dawne czasy...czasy dzieciństwa...czasy pajączka xD Nienawidziłam tego narzędzia zbrodni... ten okropny wygląd, paskudny zielony kolor i do tego za każdym razem kiedy się zgarbiłam piszczał...wrrrr Po jakimś czasie miałam już go na tyle dość, że nie przeszkadzało mi jak piszczał na okrągło...za to to zaczęło wkurzać starszych xD i kazali mi go zdjąć ;)))
Dzisiaj natknęłam się na jego interesujący odpowiednik ;) Ten model o wiele bardziej mi się spodobał...i pewnie wtedy przypadłby mi do gustu ;P;P;P coś w stylu sadomaso...
sado.jpg
sadom.jpg
sadoma.jpg
sadomas.jpg
sadomaso.jpg
Tagi: tortury
28.01.2010 o godz. 20:14
bo dzieciom się nudzi.....





podoba mi się ten klip


daweczka pobudzającej muzyki...;)
Tagi: now dance!
28.01.2010 o godz. 18:23
Nareszcie się ruszyłam z domu...potrzebowałam dużo determinacji aby się ubrać w coś innego niż piżama czy dres, choć i tak wyszło mi coś blisko tego stroju...;) jednym słowem zero wysiłku i dość niechlujny look z niedbale splecionym warkoczem a i ktoś <tajemniczy blondyn z aparatem w ręku> zrobił mi parę fot na placu artystów obok rzeźb z lodu...
Odżyłam...powodem wywleczenia mnie z domu było spotkanie z Betty...krążyłyśmy z kawiarni do kawiarni, aż punktem naszego zaczepienia stała się retro café...tak naprawdę ni to kawiarnia ni to pub...za to ze świetnym wystrojem...klimatem...drinkami...;)...ogólnie na tych wędrówkach i długich rozmowach niezauważalnie zeszło nam ok 6 godz...nareszcie rozmowa na poziomie...głębsza...która naprawdę wciąga i można gadać godzinami...o rzeczach ważniejszych niż kłopoty dnia codziennego i innych przyziemnych, płytkich sprawach...jak gada się tylko z przyjacielem, z którym znacie się na tyle dobrze, że nie potrzeba słów aby się rozumieć...taaak tego mi było trzeba...<no cóż, w końcu nieświadomie wybrany profil niby na psychologię;)...wyszła prawda na wierzch...> sporządziłyśmy parę portretów psychologicznych ;PxD w tym poniekąd własnych ;) rozszyfrowałyśmy zachowanie pewnego osobnika płci przeciwnej, potępiłyśmy bezczelność, dwulicowość pewnych osób...opowiedziałam historię pomyłki moich rodziców...wspominałyśmy stare, dobre czasy...podzieliłyśmy się planami...troskami...pragnieniami...odkryłyśmy własne błędy...skupiłyśmy się na problemie...z którego...tak na prawdę nie ma dobrego rozwiązania... przewidziałyśmy dalszy bieg wydarzeń...i wiele wiele innych.........
Jeden z wniosków do jakich doszłyśmy...to ten chyba najbardziej oczywisty...gdzie się podziali prawdziwi faceci?!Tacy, którzy zabiegają, dbają, zdobywają kobietę...Odważni i męscy...szarmanccy...nie bojący się zrobić pierwszy krok...być może to zbyt trudne...być może za dużo wymagamy...
Smutno jest patrzeć na siedzących na przeciwko chłopaczków, którym ślina cieknie...z wywalonym na stół jęzorem...bojących się nawet odezwać...albo ciągle zapewniać niepewnego siebie ukochanego o swojej miłości...znosić jego chore domysły, błyskawiczne zmiany nastroju, ciągłe rezygnacje i powroty, słuchać jego oskarżeń, obwinień, pocieszać podczas wiecznych depresji, powtarzać na okrągło jakim wspaniałym jest człowiekiem...lub własnoręcznie zdobytego nieśmiałego pantoflarza...który nigdy nie ma własnego zdania...dla którego jesteś całym światem ale on sam nic nie robi aby zawrócić ci w głowie...półgłówka, który nie rozumie połowy wypowiedzianych przez ciebie słów, z którym nie możesz porozmawiać o niczym innym jak o dupach, samochodach i imprezach, bez ambicji, planów na życie...znosić chamskie texty faceta dla którego kobieta jest tylko kawałkiem mięcha służącego tylko do jednego celu...zero szacunku...albo tolerować nachalność znajomego, który dopiero po paru głębszych zdobywa się na odwagę...
Czy naprawdę prawdziwych dżentelmenów już nie ma?...a może nigdy ich nie było?.............................


Jutro dzień obijania się w piżamce ;) a w piątek powrót do wycieczek z Betty...xD
28.01.2010 o godz. 01:28
Nic nie robienie genialnie mi idzie...obiecywałam sobie już nie raz, że koniec z lenistwem ale najwyraźniej jest to silniejsze ode mnie...mam ochotę przeżyć przygodę życia...właśnie teraz...inaczej chyba umrę...humor pogarsza mi się z minuty na minutę...cóż...pesymistycznie...

Mama bezskutecznie walczy ze mną żebym posprzątała swój pokój...hmmm...zaczęłam robić rewolucję w szafie i takie są skutki, że do mojej siedziby nie da się wejść...stwierdziłam, że moja szafa potrzebuje odświeżenia...udałam się na zakupy...i upolowałam uroczą wielgarną czekoladową torbę i...hmmm jeansy na gumke xD...to tyle jeśli chodzi o nowe rzeczy...i tu muszę się przyznać, że połowę moich ubrań stanowią normalne ciuchy z sieciówek...a druga połowa to stare ubrania, wygrzebane z szafy mojej babci...ewentualnie mamy...przerobione...odrestaurowane...generalnie mam bardzo mało ubrań...ale w każdym z moich ciuchów jest jakiś czar...taki jaki mają rzeczy z dawnych dekad;) zawsze coś musi mieć w sobie coś wyjątkowego żeby mi się spodobało...;) tak więc...zaczęłam i nie moge skończyć... jak zazwyczaj nie mam problemu z przerabianiem...taak ostatnio znalazłam stary "ciążowy" płaszcz mojej mamy i kompletnie nie mam pomysłu co z nim zrobić...albo inaczej...może i mam ale on posiada zdecydowanie zaaaa dużo materiału...więc bedzie ciężko...

Kompletnie nie rozumiem ludzi z którymi żyje...po pierwsze rodzice, po wywiadówce:

tata do mamy:
-zobacz jej oceny
(tu podaje mamie kartke z ocenami)
-ma średnią wyższą od średniej klasy i ma oceny wyższe od Izy(dziewczyna z mojej klasy pochodząca z mojej miejscowości, której mama "lubi się" z moim tatą)

mama:
-no to pochwaliłeś ją?

tata:
-no

ja:
-kiedy?!(ponieważ, nigdy mnie nie chwalą i zawsze uważają że jest niewystarczająco dobrze i może byc dużo lepiej nawet przy ocenie celującej...)

tata:
-no przecież cie nie skrzyczałem...?

tak,tak...już wszystko rozumiemy...nie wiem czy moi rodzice kiedykolwiek słyszeli o wychowywaniu dzieci...albo o psychologii...jeden wniosek: cud, że się jakoś uchowałam...

druga rzecz to tekst jednego z moich kolegów, z którym znam się całe życie dotyczący dosyć wątpliwego tematu, mianowicie że bez makijażu mi lepiej...akurat wtedy gdy u mnie był i to powiedział go nie miałam...no i nawet nie wiem co powiedzieć...bo jak dziś rano wstałam i przejrzałam się w lustrze automatycznie wpadłam w depresję ale nic...mam nadzieję, że nie znaczy to że źle się maluje...;/

nie chyba nie... bo rekreacyjnie zajmuje się makijażem... za to dziś rano zapragnęłam operacji nosa...ach...co bym dała za inny nos...ale i tak go nie zoperuje...jakby nie było jest częścią mnie a ja nie toleruje ingerencji w naturę...nie czułabym się sobą...
nos 2.jpg
19.01.2010 o godz. 18:53
a mnie nic się nie chce...nie chciało mi się już w piątek a i tak do szkoły poszłam i siedziałam w niej cały dzień lecz nie byłam na ani jednej lekcji xD taaak...do tego trzeba mieć talent...jedyne co zrobiłam to obejrzałam "Vicky Cristina Barcelona" w ramach angielskiego...za to doskonale się bawiłam...nawiązałam bliższe kontakty z ludźmi z IB, z czego jestem bardzo zadowolona bo się okazało, że to świetni ludzie...jeszcze bardziej niż mi się wydawało xD poza tym przeleżałam sporo czasu na kanapie w wizualnej i jak zwykle niezauważalnie upłynął mi czas na wygłupach z betty... która jest nawiasem mówiąc najlepszą osobą jaką znam...ale to innym razem...śmieszne jest to jak się umówiłyśmy w sobotę...nie spóźniłyśmy się wyjątkowo na nasze spotkanie ale jak się okazało pojawiłyśmy się na nie w dwóch różnych częściach miasta xD świetnie się zgrałyśmy... potem się do niej przetransportowałam i mimo wszystko bardzo fajnie spędziłyśmy wspólnie czas...na tym w sumie koniec atrakcji... wczorajszy dzień upłynął w miarę normalnie... rano zrobiłam sobie SPA a resztę dnia spędziłam z Jagodą, potem też z jej chłopakiem...to tyle jeśli chodzi o wyjęte z życia... teraz jestem głodna emocji...przygód...a właśnie nic się nie dzieje, niestety...bardzo nie lubię nudy w życiu...potrzebuję emocji...przeżyć...mocnych wrażeń...chcę po prostu czuć że żyję........
Wszyscy dookoła mają kogoś...otaczają mnie same pary...te lepsze i te gorsze, niektóre sprawiają wrażenie związanych na siłę...tak żeby tylko kogokolwiek mieć...poza tym zauważyłam już jakiś czas temu pewną modę na związki...lecz nie ważne...ważne, że czuję się strasznie samotna a moje otoczenie mnie jeszcze dołuje...ale cóż...trzymam fason...mam tylko nadzieję, że spotkam kogoś interesującego...interesującego na tyle że zwrócę na niego uwagę, bo z tym u mnie też bywa ciężko...myślę czasem, że powinnam przestać być taka wymagająca bo nikogo w końcu sobie nie znajdę...a trudno znaleźć kogoś niezwykłego... to z drugiej strony tez nie ma sensu...bo po co mi ktoś, kto nie będzie mi odpowiadał...jeszcze żeby ktoś był zainteresowany mną, sumując te wszystkie czynniki wychodzi mi coś graniczącego z niemożliwym...jestem więc w kropce...

Makabryczne jest to co się dzieje na polskich ulicach... pełno jest wytapetowanych, tlenionych dziewczyn, których skóra regularnie wspomagana blaskiem salariów woła o pomstę do nieba...nie wiem co w tym jest fajnego, ale przerażające jest to że dziewczyn z tipsami w kusych spódniczkach wcale nie ubywa...pewnie myślą, że mając na sobie tandetne ciuchy o 2 rozmiary za małe są atrakcyjniejsze...co najdziwniejsze...faceci się za takimi oglądają...ale ja naprawdę nie wiem co w nich widzą...bo po zmyciu ton pudru z ich twarzy niewiele pozostaje a i często inteligencją też nie grzeszą...na ten temat brak mi słów...adnotuję tylko...bo jedna z moich dawnych znajomych właśnie taka się stała i nie widzi w tym absolutnie nic złego...rozumiem, że o gustach się nie dyskutuje...ale umieszczanie na nk kompromitujących<przynajmniej moim zdaniem> zdjęć to już co innego...ciekawa jestem tylko co takie dziewczyny myślą...

Ja zdecydowanie preferuje naturalność ;) myślę, że kobieta powinna być kobietą a nie plastikowym pudełkiem...
18.01.2010 o godz. 17:21
Och...dawno mnie tu nie było...piszę tylko żeby pokazać, że jeszcze żyje;)choć o mały włos...ale to innym razem... bo jak na razie nie mam zbytnio czasu żeby napisać coś porządnego więc i dziś będzie po krótce... dużo się ostatnio działo i w sumie nic... więc jak zwykle nie wiem co napisać bo nie pamiętam ciekawych niuansów z całego tygodnia... wspomnę tylko, że wróciłam po przerwie świątecznej do naszego szkolnego teatru...coś małego tak na dobry początek...mam zamiar zapisać się na warsztaty do normalnego teatru;) ale zapisy rozpoczynają się dopiero gdzieś tak na wiosnę, ale to dobrze...może zdążę się trochę do nich przygotować ;) a wracając do szkolnego niestety nie wskoczyłam od razu na scenę...rzuciliśmy poprzednie "coś" bo nawet nie wiem jak to nazwać i szukamy czegoś konkretnego...ciekawego... za to na ferie dostałam zlecenie zrobienia plakatu sztuki, którą teraz będzie wystawiała ex ekipa teatru, że tak ją nazwę... niby nic ale słuchając pani profesor k. i patrząc na plakaty wystawionych już sztuk sprzed kilkudziesięciu lat wywieszonych na sali kolumnowej gdzie znajduje się scena naszego teatru...ma to być małe dzieło sztuki...nie chcę tego spieprzyć, bo w sumie jeszcze nic w tej szkole nie zrobiłam;) ... więc muszę przypomnieć sobie jak to się robiło... jutro wywiadówa... patrząc na moje oceny to nie jest źle ;) jak na prawie nic nie robienie... porównując do poprzedniego roku, w którym naprawdę strasznie się op***alałam jest ładnie bo średnia podskoczyła mi o całą ocenę w górę...przeważają 4...ale chce więcej...zawsze mi mało...mam zamiar trochę popracować na naprawdę przyzwoitą średnią bo nie jest trudno...choć niektórzy twierdzą inaczej... jedyne co mi można zarzucić to wagary... no ale to 2 kl LO więc mogę sobie na to pozwolić... do matury ponad rok, więc korzystam z życia póki jeszcze się da...a i powoli uczę się pisać i kiepsko mi to wychodzi jak zresztą widać... yh tylko szkoła szkoła szkoła a w dziale mody mam ogromne zaległości... dużo nowości, mam nadzieję że troszkę nadrobię podczas ferii... zaczynają mi się już w ten pon. więc jestem prze happy z tego powodu...z innego już nie... w moim życiu towarzyskim od dawna nic już się nie dzieje... ktoś się kręci wokół ale to i tak nic nie zapowiada;/ jestem samotna...i jest mi z tym źle...niestety...najwyżej poświęcę się pracy...;/ mam takie wrażenie jakbym odstraszała facetów, nie wiem tylko czy jest to wrażenie wmówione czy moje własne..mam tylko nadzieję że nie jestem aż taka brzydka jak mi się wydaje ;) muszę poćwiczyć, taniec najlepiej...tak nawiązując do wyglądu i mojej kondycji...

Ostatnio miałam styczność z osobami chorymi psychicznie...a dokładniej jechałam z nimi w autobusie...pierwszego dnia był to młody chłopak, mniej więcej w moim wieku...siedział przede mną... było z nim coś nie tak...nawet nie wiem jak to określić...oprócz ogólnej wiadomości ludzi z mojej małej miejscowości, że w jego psychice nie wszystko jest w porządku i ma rozpoznaną x chorobę da się wyczuć takie nieprzystosowanie do życia w społeczeństwie i brak zdolności do przeanalizowania swoich zachowań, nie czuł się inny choć taki był... do tego miał jeszcze niepohamowany popęd sexualny, którego nie potrafił i nie chciał nawet ukrywać...nie będę więcej pisała na jego temat bo mi go szkoda;/
drugą osobą była kobieta średniego wieku, którą dziwnym przypadkiem spotkałam następnego dnia i ona też usiadła przede mną... co mnie w niej zainteresowało to jej przenikliwy, głęboki wzrok napełniony przerażeniem... w jej oczach było coś...zdawały się być puste ale jednak...w każdym bądź razie sprawiała wrażenie niezwykle przerażonej...całą drogę nerwowo odwracała się za siebie, bujała się...w końcu znalazła coś, na czym mogła się skupić... była to najwyraźniej nowa torebka, kupiona jeszcze tego samego dnia, przeglądała ją po 1000 razy, zapinała, odpinała, regulowała pasek...poświęciła jej całą swoją uwagę przez ponad półgodzinną jazdę co jest zdumiewające...
Mam świadomość, że ludzie boją się chorób psychicznych i ja do tego czasu także się ich bałam...ale teraz stwierdzam, że w tych ludziach jest coś intrygującego...ciekawe jest jakie zmiany następują w ludzkim mózgu i co w ich konsekwencji się dzieje...jak się człowiek zmienia...i w końcu do czego ludzka psychika jest zdolna...przerażające i intrygujące......

Przepraszam za mnóstwo błędów...ale szybko pisałam tę notkę i nie zwracałam uwagi na to jak piszę...

Postanowienia noworoczne na razie nie idą mi najgorzej...zaczęłam coś robić jak widać, a to chyba dobry początek...
baletnica5.jpg
13.01.2010 o godz. 21:56
W modzie mocno zapachniało już wiosną... na tyle, że sama już ją poczułam, chociaż śnieg jeszcze na dworze... na pewno mi się odmieni jak tylko wyjdę z domu...tymczasem nabrałam ochoty na zakupy ;) co nie idzie w parze z wolą oszczędzania...ale cóż...moja szafa potrzebuje odświeżenia... zobaczymy...może uda mi się upolować coś przydatnego ;)

Dziś natknęłam się na sesję ze styczniowego W Magazine z ciekawymi propozycjami od sławnych projektantów. Przyznam,że niektóre kreacje przypadły mi do gustu. Lubię pastelowe kolory, zwiewne, lekkie tkaniny i delikatne sukienki, rockowe akcenty a przede wszystkim uwielbiam koronkę...;)))
sesja 5.jpg
sesja 1.jpg
sesja 4.jpg
sesja 3.jpg
sesja 2.jpg
02.01.2010 o godz. 20:38
Pierwszy wpis...mój pierwszy wpis...zbierałam się już długi czas z założeniem tego bloga ale zawsze była na to nieodpowiednia pora, obawiałam się... nawet nie wiem czego... nie miałam pojęcia o czym będę pisać (nadal tego nie wiem;)), jak nazwę swój blog i czy w ogóle uda mi się go przyzwoicie prowadzić;)itd... Przypuszczam, że mogło to też wynikać z mojego niesamowitego lenistwa do czego już na starcie się przyznaję;)W każdym bądź razie, choć pomysł założenia bloga pojawił się pod koniec wakacji udało mi się to zrobić dopiero teraz;) Myślę, że to kwestia poukładania sobie życia...Stwierdziłam, że założenie bloga to doskonały sposób na uporządkowanie sobie pewnych myśli, spraw... pomoże mi to skupić się na sprawach najważniejszych, a taki otwarty monolog może otworzyć mi oczy na coś...na co...tego jeszcze nie wiem ;)Poza tym to doskonały punkt odniesienia, do którego mogę codziennie wracać, co pomoże mi nie zgubić się w moim codziennym chaosie ;)
Stwierdziłam, że potrzebuję tego bloga...moje życie w zeszłym roku określiłabym jako nicość...nie przesadzając w większym stopniu...wpadłam w kompletną beznadzieję...dezorganizację...wbrew moim przyzwyczajeniom niczemu się nie poświęciłam...porzuciłam swoje pasje, marzenia...nic nie robiłam...pod koniec tego roku starałam się przywrócić moją dawno utraconą kondycję, w sensie dosłownym i metaforycznym... starałam się połapać rzeczy które mi się zgubiły... udało mi się troszkę poukładać...częściowo odnowić...zorganizować...wypełnić pustkę inspiracją i postanowieniami...;)
Zapowiada się więc dobry początek...A według mnie doskonałym momentem na stworzenie bloga i oficjalne rozpoczęcie nowego, mam nadzieję lepszego życia będzie pierwszy dzień otwierający dekadę...To dziś zaczynam wszystko od początku ;)...pomogło mi w tym parę ostatnich miesięcy, w których starałam się na to przygotować i wziąć się trochę za siebie:)Zakładam go dziś,może to śmieszne ale wiem że wcześniej nie byłam na to gotowa (nie miałabym o czym pisać a jeżeli nawet zapewne byłby to wszystko bez sensu) i cieszę się bo wiem że już jestem (mam nadzieję, że moje pisanie będzie miało jakiś sens;) Dla kontrastu pozostawię beznadziejny 2009 rok za sobą i wejdę pełna nadziei w rok 2010 ;)
01.01.2010 o godz. 22:29